Ostrzeżenie
  • JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 797.

PUSZKA JAK BUMERANG - RELACJI CIĄG DALSZY

Czas i miejsce wyprawy zostały wybrane, nasuwa się więc pytanie: jak się tam dostać? Szalona podróż stopem na koniec Europy – to byłoby coś(!) - z tym że nie dla dwóch samotnych dziewczyn. Może rower? Ale nawet Tour de France trwa ponad dwa tygodnie, więc przez tydzień w naszym tempie ledwo byśmy granicę przekroczyły :). Niestety, jedynym rozsądnym środkiem transportu jest samolot. Co prawda, nie odczuwam komfortu znajdując się kilka km ponad ziemią, kiedy za oknem panuje niewyobrażalna temperatura -50, ale innego wyboru nie ma (za to jest okazja, by wykroczyć ze swojej strefy bezpieczeństwa :)).

Aby wyszukać lot, skorzystałyśmy ze stron www.easyjet.com i www.esky.pl Bardzo proste i przejrzyste wyszukiwarki, ważne, by nie zastanawiać się zbyt długo nad wyborem połączenia lotniczego, bo oferty szybko się zmieniają, zwykle na gorsze (czyt. droższe :)). My wybrałyśmy opcję przelotu z przesiadką – w jedną stronę we Frankfurcie, w drodze powrotnej w Brukseli. Do biletu wykupiłyśmy również ubezpieczenie podróżne obejmujące m.in. koszty leczenia, kradzieże, ale też opóźnienia samolotu czy zgubienie bagażu – szczęśliwie żadna z tych rzeczy się nie wydarzyła :)

 

Ogólny plan wyprawy był następujący: w stolicy spędzimy cztery dni – od niedzieli do czwartku, a w piątek rano pojedziemy do Porto (ok. 300 km na północ od Lizbony) i wrócimy w sobotę bezpośrednio na lotnisko (lot powrotny był z samego rana w niedzielę). Bez problemu zarezerwowałyśmy noclegi w hostelach (www.hostelbookers.com). Trzeba pamiętać, że przy rezerwacji online niezbędna jest karta kredytowa, ale jeśli się jej nie posiada, to może ktoś z rodziny lub znajomych poratuje (podziękowania dla Padre Głos :)).

 

Dzień odlotu zbliżał się wielkimi krokami, a my uzupełniałyśmy listę naszego ekwipunku.

Jakie ubrania zabrać? Czy same letnie sukienki, czy może jakieś cieplejsze bluzki? A jak będzie padać? Z niepokojem patrzyłyśmy na prognozę pogody, która właśnie wskazywała chmurki w Lizbonie, w czasie TEGO tygodnia. Dobrałyśmy więc nasze stroje tak, abyśmy były przygotowane na każdą ewentualność.

 

Następna problematyczna kwestia to wyżywienie na miejscu. Postanowiłyśmy wziąć część prowiantu z Polski. Choć ceny niektórych artykułów w Portugalii są porównywalne z naszymi, to jednak wiadomo, że w strefie Euro jest drożej :). Co do zakupów, kolejna rada: jeśli nie jesteście przekonani do jakiegoś produktu, to po prostu go nie zabierajcie (zupełnie jak z montowaniem filmu – jeśli nie jesteście pewni sceny – ucinacie – kto był na warsztatach, ten wie :)), bo może się okazać, że jedna puszka przeleci z Wami całą Europę i powróci do kraju jak bumerang, zabierając cenne miejsce w plecaku – tenże właśnie gulasz angielski leży w moim mieszkaniu po dziś dzień :).

 

W końcu nadszedł dzień odlotu...cdn.

 

Ostatnio zmienianyśroda, 25 lipiec 2012 20:46

3 komentarzy

Skomentuj

Make sure you enter all the required information, indicated by an asterisk (*). HTML code is not allowed.